Przejdź do głównej zawartości

PRZEMYŚLENIA

Niedawno minęła Pierwsza Rocznica Naszego Ślubu i Roczek jak Nasz kochany Szkrab jest z nami. W ciągu tego całego roku było dużo chwil szczęścia i smutku.

Wszystkie te zakazy zaczęły się jak okazało się że noszę nowe życie czyli "serducho pod serduchem ". Wtedy wróciłam z pracy zagranicą i poszłam do pracy w Polsce w moim rodzinnym mieście. Gdzie mieszkam i opiekuję się Szkrabem razem z Mężem. Moja praca sezonowa trwała łącznie 6 m-cy i tyle samo pracowałam, następnie poszłam na L4. W tym czasie też podjęliśmy decyzję o tym że bierzemy Ślub.

Często chwile smutku, nerwów i łez zdarzały się jeszcze jak Szkrab był pod serduchem. Dość często gęsto wtedy słyszałam "nie możesz" , bądź "musisz" . Słowa te padały niestety ze strony Rodziny wtedy jeszcze mojego Narzeczonego.

W pracy ludzie ok. Brygada tak samo, nikt mi nie mówił że muszę iść na L4, mimo że się czułam bardzo dobrze. Częściej zdarzało się "idź do toalety" żebym odpoczęła. Wówczas jeszcze nie wiedziałam jeszcze że raz zdarzyła się w Rodzinie ze strony Męża tzw. zagrożona ciąża. Niestety przyszła Teściowa + 2 Siostry Męża od początku mówiły "nie możesz pracować", "musisz odpoczywać na L4, bo  ...", "nie możesz ćwiczyć" , "nie możesz jeździć na rowerze" . Później się okazało że jedna z nich musiała leżeć i siedzieć w domu bo miała tzw. "zagrożenie".
W dniu zapoznania się Rodziców i ustaleń związanych z naszym Ślubem. Wtedy mnie denerwowało co chwilę "rzucanie mięsem", czyli łacina podwórkowa. Ze względu ze ja nie używam takiego słownictwa na co dzień. Wówczas jeszcze nie wiedziałam jeszcze że raz zdarzyła się w Rodzinie ze strony Męża tzw. zagrożona ciąża. Niestety musiała przyjechać Siostra z dziećmi żeby wszystko wysłuchać co i jak. Nie było to zbytnio komfortowe.

W nie długim czasie się zaczęło i bliżej Ślubu "musisz kupić sukienkę do ślubu" , "nie możesz pracować , bo ... ", "musisz iść na L4, bo ..." . Im bliżej porodu "musisz mieć inhalator, dla dziecka" , "musisz mieć aspirator " . W Dniu Ślubu już na naszym przyjęciu niestety zostałam zmuszona obiecać "coś", zanim się dowiedziałam co to ma być. A mianowicie Mój Mąż pali papierosy i to "obiecane coś" to rzucenie przez niego palenia. Niestety ja w jego ciele nie siedzę więc nie przestanę za niego palić. Plusem jest to że ograniczył Palenie. Oraz dogadywanie na temat mojego wykształcenia i wymawianie "gdy nie znajomości mojego narzeczonego to wózka byśmy nie mieli", "gdyby nie Rodzeństwo mojego Męża to nie mielibyśmy nic dla dziecka".
Istne dręczenie i męczenie mnie psychiczne.

Z tego całego roku Małżeństwa + jego kilku miesięcy
MOGĘ STWIERDZIĆ W MOIM ODCZUCIU ŻE:
1. MIAŁO TO SPOWODOWAĆ, ŻEBY NASZE PLANY LEGŁY W GRUZACH ( NIE WZIĘCIE  ŚLUBU )
2. ŻEBYM PORONIŁA LUB URODZIŁA MARTWE DZIECKO LUB URODZIŁA DZIECKO ŻYWE / MARTWE  PRZEDWCZEŚNIE

Uważam że mój poród nie należał do lekkich ani ciężkich. Wykonane pomiary bioder, kości łonowej itd. przed porodem nie stwarzały zagrożenia życia dla Bobasa. Niestety w ostatniej fazie porodu spadło mi ciśnienie ale wiedziałam co się ze mną dzieje. Ze względu że nie zgodziłam się na cesarkę zwaną prze ze mnie "krojeniem" i użyto prżniociągu . Na szczęście zawierzyłam wszystko Bogu i wszystko przebiegło tak jak trzeba. Byłam od początku przygotowywana na poród siłami natury. Mąż z Moją Mamą przywieźli wszystko to co było potrzebne z ubrań dla Bobasa i dla mnie. I tak z zestawu kocyk, rożek (który miał być używany w domu usztywniany) wrócił do domu cytując p. dr. Neonatolog i położne "wyrzućcie to do kosza, macie wiedzieć gdzie dziecko ma kręgosłup ", "chcecie Państwo ugotować dziecko, tutaj jest za gorąco (na oddziale)", "kocyk może zostać".
Po porodzie jeszcze będąc jeszcze w szpitalu zaczęły się "wideokonferencje" , bo Teściowa i Ciocie "Muszą zobaczyć dziecko". Zdjęcie nie wystarczyło. Gorąc na oddziale, więc mogłam spać wtedy do woli , ale się tak nie dało. Codziennie kontrole lekarskie , ważenie Bobasa itd. Po tygodniu od porodu ledwo powrót do domu. Dopadło mnie największe zmęczenie dopiero wtedy po porodzie. W domu nie robiliśmy tzw. SAUNY jak była na oddziale. I praktycznie codziennie "wideokonferencje". Początkowo może i było pytanie jak się czuje Mama, a na kolejnych już "pokaż dziecko", i jak się dziecko czuje i oczywiście "musisz / musicie budzić co 3 h" , "musisz / musicie kąpać codziennie", " kiedy położna przyjdzie, musi być co tydzień", "nie możesz jeść śledzi", "nie możesz jeść ostrych potraw". Gdy dziecko miało nie całe 2 miesiące byliśmy na wyprawie w odwiedzinach to usłyszałam " "k...." jak masz mieć mleko to musisz jeść mleko i chałkę , wędlinę, a nie śledzia" . Dobrze że miałam sok owocowy, który w nocy wypiłam i zjadłam chrupki.
Ciągłe wysłuchiwanie "musisz to", "musisz tamto" i "nie możesz" już mnie porządnie męczyło. Próbując przetłumaczyć , że w szpitalu i potem położna w domu mówiły "żeby dziecka nie kąpać dziecka codziennie po powrocie do domu, w celu nie wyjaławiania własnej flory bakteryjnej", "nie noście w rożku bo macie czuć kręgosłup dziecka i jednocześnie go nie przegrzewacie", "czekajcie aż dziecko się samo obudzi na jedzenie i toaletę". To Teściowa okraszał łaciną i cały czas powtarzała "że wychowałam 5 dzieci i wiem lepiej i która położna takich głupot nam powiedziała".

Strony medalu się teraz odwracają. Wszystkie przekleństwa rzucane w stronę moją (kiedy byłam w stanie odmiennym) i mojej Rodziny w tym samym czasie. Teraz chyba powoli powracają .
Moja świadkowa od Ślubu a siostra mojego Męża też zaszła w ciążę. Rodziła dłużej ode mnie z pomocą kleszczy. Teoretycznie była bardzo zmęczona tym wszystkim i chciała zapomnieć. Sorry Każda kobieta po porodzie jest zmęczona i nie sądzę że ten moment i czas całego porodu zapomina. Ból jest najczęściej odczuwalny zawsze na zmianę pogody jeśli było porządne cięcie (krojenie/Cesarka) lub nacięcie krocza i szycie. Nie chce opowiadać jak wyglądał poród jej dziecka. JA NIESTETY "Musiałam" wszystko opowiadać i to najlepiej ze szczegółami. Przez jej całą ciążę, nie mówiłam jej "Musisz siedzieć w domu", "Nie możesz pracować." .

Każda z Nas miał całkiem inaczej prowadzoną ciążę. Ja chodziłam co miesiąc do ginekologa, Miałam badanie gin-poł. + badania krwi omawiane z lekarzem. Wszystko zapisywane miałam w karcie ciąży, którą przy każdym wyjściu miałam przy sobie. Też miałam wykonywane kontrolne USG z tonami i pomiarami (orientacyjna waga i wzrost) - co wizytę. Ona prowadzoną ciążę przez położną. Która prawdopodobnie nie badała Jej , tylko wykonywała USG + KTG. Karty prowadzenia niestety nie miała przy sobie. Jak to mówiła "jest w komputerze w szpitalu". Gdy położnej się coś w wynikach i USG nie spodobało to dopiero umawiała na wizytę do ginekologa. Który zlecał badania, ale bez badania gin.-poł. Ona w dniu porodu dopiero miała zostać zawieziona przez Rodzinę do szpitala, wcześniej tam gdzie mieszka nie ma takowej potrzeby.

Porównują opiekę kobiet ciężarnych to w Polsce i za granicą. Kobieta mieszkająca i rodząca w Polsce nie jest uwięziona w swojej miejscowości bo kartę ciąży ma przy sobie. Tutaj czasem jest przepełnienie na oddziale patologi ciąży bądź położniczym. Kobieta jak ma skierowanie na oddział idzie do szpitala np. 3 tygodnie przed planowanym terminem porodu. Dziewczyna ma pod czas pobytu na oddziale wykonywane badania m.in. USG, codziennie KTG (ok 3x), Jak lekarze widzą , że jest coś niepokojącego np. za mało wód płodowych to informuje o potrzebie przyspieszenia porodu po przez założenie balonika i podanie oksytocyny lub cesarskie cięcie (zwane krojeniem). Plan porodu zawsze można mieć napisany i przekazać w dniu porodu. Ja nie miałam takowego planu.
Kobieta za granicą, jeśli nie chodzi do lekarza polskiego To moim zdaniem nie ma zbyt dobrej opieki przed porodem. Położona NIESTETY nie jest lekarzem. Nie umie stwierdzić że np. dziecko ma mało wód płodowych, czy nie zmieści się w kanale rodnym. W Anglii bo o tym Państwie mowa nawet nie wiem czy Rodząca ma wykonywane pomiary , które kwalifikują do porodu naturalnego.

Wiem od zaprzyjaźnionej Rodziny, która ma Przyjaciół w Anglii że tam Polka która idzie rodzić nie jest z\zbyt dobrze szyta. Co oznacza ze Musi się długo leczyć żeby wydobrzeć.
 Natomiast w Polsce jak widać trzymają tyle ile trzeba w szpitalu minimalnie 3 dni maksymalnie do tygodnia w tym czasie robią badania Matce i dziecku.

Cóż wypytując Świadkową : czy rodziła SN czy CC , czemu tak długo u Niej to trwało, dlaczego były kleszcze bo cytując Świadkową (Bratową) "U NAS JEST INACZEJ" to dostałam blokadę.



Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Wianuszek

 Szkolne inscenizacje świąteczne różnego rodzaju potrzebują stroju jak i ozdób.  Dzieci czasem mają pożyczony cały bądź część stroju ze szkoły lub od nauczyciela.  Ostatnie wydarzenie Święto Niepodległości w szkole strój jest informacja wianuszka brak. Prośba żeby jakiś kupić. Dobrze zaczynamy poszukiwania w domu brak wianuszka. Podczas poszukiwań znalezione kilka czerwonych różyczek. Nic się nie dzieje.  Dziecię idzie na kółko plastyczne . Mama z młodszym pokoleniem kierunek KIK, Pepco wianuszków brak materiałów to samo. Jest jeszcze Action kierujemy swoje kroki. W cenie 20 zł trafiają się opakowania po 12 sztuk z 2 opakowania = 24 kwiatki czerwone i białe taka Sama ilość. I zestaw tasiemek zielonych z jedną białą. Pierwsze wersja z 12 czerwonymi kwiatami i 5 białym. Upinana tak jakby się plecie wianuszki z żywych kwiatów. Wersja z dodanymi jeszcze 6 czerwonymi  Wersja końcowa z dodanym zielonym akcentem którym jest owinięta wstążeczka i zawiązana na kokardę....

Dobre pytanie

 Czy kobieta w Polsce może mieć swoje zdanie? Od dłuższego czasu się nad tym zastanawiam. Zawsze odpowiedź jest tak każda ma swoje zdanie. Gdy zawiera się związek małżeński niby wszystko jest pięknie ładnie. Kobieta ma swoje zdanie może je zawsze wyrazić. Ale to się zaczyna zmieniać gdy się pojawia potomstwo w różnej ilości i płci zwane dziećmi. Kobieta przechodzi z roli żony już bardziej staje się matką i służącą w jednym. Już nie może wyrażać swojego zadania.  Gdzie małżeństwo (Rodzice) potomstwa powinni się w miarę zgadzać w trybie leczenia wybierania specjalistów to tu zaczynają się zgrzyty. Gdy urodzi się zdrowe potomstwo jest dobrze. Gdy drugie z chorobą już zaczynają się zgrzyty nie zgodny chodzenia po lekarzach. Partner partnerkę psychiczne zaczyna męczyć że wymyśla choroby potomstwu. Gorzej jak skierowania są wydawane bez konkretnych podstaw i tylko partnerka słyszy "wymyślasz chorobę", "po co znowu musimy tam jechać" jeśli są wyjzdy poza obszar zamieszkani...

Zakątki Roztocza

W drodze do Nowin jechaliśmy przez piękny Horyniec Zdrój który jest uzdrowiskiem. Piękne miejsce ukryte w zakątku leśnym. Jest tam przepięknie zagospodarowana niecka. Znajduje się w niej kaplica, figury : Matki Bożej, św. Franciszka, św. Antoniego oraz źródełko. Jest też Ołtarz gdzie sprawowana Msza Święta. Ukryta w wąwozie jest też toaleta. Wszystko schowane między drzewami liściatymi i iglakami. Nowiny te są ok 4 kilometrów od granicy z Ukrainą. https://www.franciszkanie.pl/artykuly/kapliczka-matki-bozej-w-nowinach-horynieckich-mala-fatima